Po swietach ...
Ponad tydzien w domu, w domach. U siebie, u rodzicow, u siostry... Choinka, prezenty, kolacja wigilijna, na ktorej bylo nawet wiecej niz 12 potraw, a kapuste wigilijna moja mama gotowala chyba ze dwa dni. Oczywiscie byla pyszna, bo moja mama swietnie gotuje. Nie byly to jednak najweselsze dni, ze wzgledy na zly stan zdrowia taty. Ale odkad jest w szpitalu, wyglada i mam nadzieje, czuje sie, duzo lepiej. I mam nadzieje, ze ta tendencja bedzie sie utrzymywala, a sam zainteresowany bedzie tego chcial ...
Spotkania ze znajomymi... wow! Niektorzy przyjechali na swieta zza granic, blizszych i dalszych. Cudownie bylo zobaczyc dawno niewidziane twarze, pobyc, porozmawiac. Choc oczywiscie czasu bylo za malo. Nie da sie nadrobic tak wielkich zaleglosci w kontaktach z przyjaciolmi i znajomymi podczas kilku dni. Nie udalo mi sie spotkac z kilkoma osobami - ale wszystko przed nami, zazwyczaj brakowalo czasu na dluzsze pogaduchy, ale i tak jestem bardzo szczesliwa. Bylo wspaniale.
I zal bylo wyjezdzac. Moze to wyjatkowa, swiateczna atmosfera, moze to, ze znow moglismy sie spotkac, prawie wszyscy.. moze potrzeba bycia z najblizszymi...
Szkoda, ze nie mozna wszystkiego polaczyc. Ludzi i miejsc... Zeby wszyscy i wszystko co kochamy bylo w poblizu. Tylko czy wtedy nie ciagneloby nas jeszcze dalej ? za gory i oceany, w poszukiwaniu wciaz nowych wrazen ? Pewnie tak.
Wiec moze niech na razie zostanie, tak jak jest, kiedy jestesmy oddaleni od siebie o dwie godziny lotu ;)
Nie sfotografowalam wszystkich, z ktorymi sie spotkalam, ale i tak jest to dosc spora kolekcja ;)

w piatkowy wieczor spotkanie z Sonia i Ania w Orfeuszu przy pl. Dabrowskiego. Uwielbiam te nasze pogaduchy dziewczyny !

w sobote wiekszy zlot w kaliskiej. Niestety material fotograficzny niewielki i kiepskiej jakosci. Za duzo wrazen, zeby zajmowac sie aparatem ;)

chyba wszyscy sie dobrze bawilismy...

dyskusje przy kaliskim stole

Sylwia i John

Agata i Jesper

Silvija i Darek

muzy Lodzi Kaliskiej: Alicja, Magda, Sylwia

a po swietach spotkanie z Agnieszka i Bartkiem, rowniez w kali

oraz jej bratem Rafalem

Razem z Marcinem podtrzymalismy tradycje sniadan w green way'u

z Dorota spotkalysmy sie na kawe w galerii

a z Magda na czekolade na dworcu centralnym

a potem byla kilometrowa kolejka do odprawy na Etiudzie i po dwoch godzinach lotu swiatla Paryza...
i tak oto wrocilam do jeszcze innego domu.
Z przyjemnoscia zrzucilam jesienny plaszcz i zimowa kurtke. Mimo silnego wiatru, jest duzo cieplej. Na basenie zrzucilam tez troche swiatecznych kalorii, rozpoczynajac tym samym moj zaplanowany na przyszly rok program zdrowszego stylu zyciu ;). Wieczorem kolacja z przyjaciolmi i rozmowy do poznej nocy. Stosy naczyn do zmywania wciaz czekaja za plecami.
A wieczorem witamy Nowy Rok...
Oby nam sie wiodlo, obysmy byli szczesliwi, realizowali swoje plany i nie przestawali marzyc.
Spotkania ze znajomymi... wow! Niektorzy przyjechali na swieta zza granic, blizszych i dalszych. Cudownie bylo zobaczyc dawno niewidziane twarze, pobyc, porozmawiac. Choc oczywiscie czasu bylo za malo. Nie da sie nadrobic tak wielkich zaleglosci w kontaktach z przyjaciolmi i znajomymi podczas kilku dni. Nie udalo mi sie spotkac z kilkoma osobami - ale wszystko przed nami, zazwyczaj brakowalo czasu na dluzsze pogaduchy, ale i tak jestem bardzo szczesliwa. Bylo wspaniale.
I zal bylo wyjezdzac. Moze to wyjatkowa, swiateczna atmosfera, moze to, ze znow moglismy sie spotkac, prawie wszyscy.. moze potrzeba bycia z najblizszymi...
Szkoda, ze nie mozna wszystkiego polaczyc. Ludzi i miejsc... Zeby wszyscy i wszystko co kochamy bylo w poblizu. Tylko czy wtedy nie ciagneloby nas jeszcze dalej ? za gory i oceany, w poszukiwaniu wciaz nowych wrazen ? Pewnie tak.
Wiec moze niech na razie zostanie, tak jak jest, kiedy jestesmy oddaleni od siebie o dwie godziny lotu ;)
Nie sfotografowalam wszystkich, z ktorymi sie spotkalam, ale i tak jest to dosc spora kolekcja ;)

w piatkowy wieczor spotkanie z Sonia i Ania w Orfeuszu przy pl. Dabrowskiego. Uwielbiam te nasze pogaduchy dziewczyny !

w sobote wiekszy zlot w kaliskiej. Niestety material fotograficzny niewielki i kiepskiej jakosci. Za duzo wrazen, zeby zajmowac sie aparatem ;)

chyba wszyscy sie dobrze bawilismy...

dyskusje przy kaliskim stole

Sylwia i John

Agata i Jesper

Silvija i Darek

muzy Lodzi Kaliskiej: Alicja, Magda, Sylwia

a po swietach spotkanie z Agnieszka i Bartkiem, rowniez w kali

oraz jej bratem Rafalem

Razem z Marcinem podtrzymalismy tradycje sniadan w green way'u

z Dorota spotkalysmy sie na kawe w galerii

a z Magda na czekolade na dworcu centralnym

a potem byla kilometrowa kolejka do odprawy na Etiudzie i po dwoch godzinach lotu swiatla Paryza...
i tak oto wrocilam do jeszcze innego domu.
Z przyjemnoscia zrzucilam jesienny plaszcz i zimowa kurtke. Mimo silnego wiatru, jest duzo cieplej. Na basenie zrzucilam tez troche swiatecznych kalorii, rozpoczynajac tym samym moj zaplanowany na przyszly rok program zdrowszego stylu zyciu ;). Wieczorem kolacja z przyjaciolmi i rozmowy do poznej nocy. Stosy naczyn do zmywania wciaz czekaja za plecami.
A wieczorem witamy Nowy Rok...
Oby nam sie wiodlo, obysmy byli szczesliwi, realizowali swoje plany i nie przestawali marzyc.

3 Comments:
Alo alo!
To zdaje sie jestem pierwszy w Nowym Roku co dobrym rokiem bedzie bo to przeciez 007!
Jest juz troche po 11, Big Ben wybil ladnie godzine (slysze przez okno w koncu po sasiedzku) wiec mam godzine zeby wziac prysznic, wypic poranna kawe, zjesc cos i wybiec na noworoczna parade.
Sie rozgadalem jak zwykle... no dobrze - wszystkiego pieknego w Nowym Roku!
P.S.
Zdjecia cudne.
tak, tak wszystkiego co piekne w tym roku! i zebysmy sie tak dalej starzeli, jak to wino mowisz Silvija ...
ale piekne foty .. i my z Johnem tak romantycznie wygladamy! Wracaj Anno !
Prześlij komentarz
<< Home