12 października 2006

Polski Paryz

Dzis postanowilam porozmawiac troche po polsku w Paryzu. Odwiedzilam wiec Instytut Polski i biblioteke. Instytut nie wyglada zle, miesci sie w dobrej dzielnicy, organizuja sporo iprez, odczytow, spotkan. Czasem mozna natknac sie na cos ciekawego. Ale biblioteka do pupy. Masa starych ksiazek, glownie historia, martyrologia, Sienkiewicz, Mickiewicz, a nawet Krasinski , Konopnicka czy Kraszewski. Kto ich czyta? Tych ostatnich trzech. Malo wspolczesnej literatury polskiej. Zauwazylam na polce Pilcha, Tokarczuk, Heulle, Kapuscinskiego czy, co ciekawe, kilka pozycji Tomasza Piatka. Jakis czas temu bylo o nim glosno, ale dlaczego takie wyroznienie ?:) Wzielam do poczytania. Oprocz tego zelazne pozycje czyli Schulz ( tez zabralam do domu, tzn. wypozyczylam;), Milosz, Hlasko, Gombrowicz,Witkacy, Kosinski, Konwicki, Iwaszkiewicz.
Kiedy jestem w ksiegarni szukam czasem polskich autorow na polkach. Najpopularniejszy jest chyba Gombrowicz- w koncu spedzil we Francji kawal zycia, potem Schulz, Milosz... Nie widzialam nigdy zadnego wspolczesnego autora. Ale sie jeszcze porozgladam..
Polski Instytut w Paryzu nie jest zly, choc raczej starszawy kadrowo. Ale i tak robi lepsze wrazenie, niz POSK w Londynie, ktory miesci sie niedaleko slynnej sciany placzu na Ealingu. Zaraz po wejsciu napotykalo sie na wzrok marszalka Pilsudskiego i przewazaly klimaty patriotyczne-martyrologiczne. Ale moze sie zmienilo... a czy jest jeszcze sciana placzu?
Majac w torbie dwie polskie ksiazki i gazetke pt. Dzien dobry ( gdybym byla elektrykiem, malarzem pokojowym, kafelkarzem, budowlancem, to juz bym miala prace. Dziesiatki ofert w tym pisemku jest. No coz, szkoda.. ;( ), powedrowalam szukac polskiego kosciola, bo slyszalam, ze to popularne miejsce wsrod paryskiej Polonii. Kosciol to calkiem ciekawy budynek przy malenkim placu, a poznalam , ze jestem na miejscu po siedzacych na schodach owego przybytku kilku panach. Osobnicy ci przypominali swojskich zuli osiedlowych wiec nie bylo to trudne. Na tablicy ogloszen karteczki od pan poszukujacych pracy. Dosc szybko odeszlam, zeby przejsc sie ulicami w okolicy. A jest to chyba jedna z zamozniejszych dzielnic. Okolice Louvre'u, Pl.Vendome z drogimi sklepami jubilerskimi, okolice starej opery. Piekny, stary, zamozny Paryz. Nie mogac jednak pozwolic sobie na zakupy tutaj , czmychnelam na pobliska rue de Rivoli, przy ktorej sa setki sklepow o przystepniejszych cenach. Zara, H&M, Promod itp. Czyli to , co mamy w Polsce, i ceny podobne. A sama ulica tez jest bardzo ciekawa , bo i do Pompidou blisko, Hotel de Ville po drodze i ulubione moje le Marais.
Na koniec prawie polskiego dnia polska pomidorowka, sama ugotowalam ;)

5 Comments:

Anonymous Anonimowy said...

nie wiem czy to dobrze, czy źle, ale ja nigdy Polaków w Danii nie szukałam. i powiem Ci, że dzieki temu jest mi tu dużo łatwiej. kiedy decydujesz sie na emigrację, najlepszym co możesz zrobić, by poczuć się jak w domu, to poznać lokalne obyczaje i tradycje, zacząć czytać gazety po francusku i podsłuchiwać ludzi. nie mówię, że masz przestać byc Polką(Łodzianką), Polką się jest w duszy, ale warto spróbować zaklimatyzować się i być z lokalnymi ludźmi.

kometarz może ma nie wiele wspólnego z Twoją notką, ale tak mi się jakoś napisał.

miłego dnia!

13/10/06 10:09  
Blogger ania said...

hmmm...mysle, ze dla mnie, teraz przynajmniej, najlepszy jest zloty srodek. Chcialabym poznac jakichs Polakow, chocby po to, zeby sie ich popytac o sprawy formalne, dokumenty, przepisy... A z Francuzami przebywam na co dzien. Wszyscy nasi znajomi to Francuzi, nie mam innego wyjscia:). Pomalutku wiec i tak wsiakam i bede sie coraz bardziej asymilowac pewnie.
tak, Agata - to po dunsku;)

13/10/06 18:30  
Blogger marcin said...

JAK TO Z ZULAMI NIE???
Oczywiscie, ze tak. Prosze sie natychmiast poprawic i oprocz szanownego starego Paryza zejsc troche na bok (nie znaczy to na zla strone, nie nie) i obok zurnali francuskich zasmakowac Balzaca na przyklad. No marsz!
A ja nawet jakbym nie chcial to Polakow w Londynie znajde. To jakis potop!
A do POSKu czyli Polskiego Osrodka Kultury - bylem widzialem (jak Maria Wiernikowska conajmniej). Tylko, ze nie na Ealingu... chociaz tam mieszkalem... em i tego, sie tylko Kosciol ostal tam. Wiec ja do POSKU trafilem na Hammersmith. O zgrozo! Pilsudskich i Janow Pawlow II z Walesa obok to maja tam na portretach chyba z 100. I tylko ogloszenia o hydraulikach. A ja "Przekroj" chcialem... to wyszedlem.

14/10/06 23:06  
Blogger ania said...

a no tak. to na Hameramer jest.
No wlasnie, zule tez ciekawi moga byc. Mam np. slabosc do kloszardow, tzn. do fotografofania ich ...Ale jeszcze pozadanych efektow brak.

15/10/06 15:26  
Blogger ania said...

mialo byc :fotografowania. Jeszcze mowie po polsku;)

15/10/06 15:28  

Prześlij komentarz

<< Home

<