26 listopada 2006

Aura

nie mam nic do powiedzenia, więc będzie o pogodzie ;)
W Paryżu dziś prawdziwa wiosna, piękne słońce i chyba ze 20 stopni. Zamieniłam więc basen na jogging i to był wybór własciwy. Pobliski park wciąż pełen pięknych roślin. Jako istota ciepłolubna bardzo cenię sobie tutejszy łagodny klimat i super centralne ogrzewanie w domu. Nienawidzę zimna w domu, a na Konstytucyjnej bywało różnie.
Zaraz idziemy na spacer, kierunek Montmartre. Wprawdzie nie w celach turytycznych , ale i tak fajnie.


Niebo

23 listopada 2006

Pankracy i inni

Przy okazji ostatniego postu i Darkowego linka do zapomnianej przeze mnie piosenki - dzieki ! , znow przypomniało mi się to, czego mi czasem brakuje tutaj. I zapewne dotyczy wielu emigrantów i tych, ktorzy tworzą mieszane związki. A mianowicie wspólnej przeszłości, korzeni. I nie tyle chodzi mi o historię, ile o bajki oglądane w dzieciństwie, kultowe filmy, piosenki z listy przebojow trójki np.
Oni mają swoje bajki i swoje filmy, my mamy Bolka i Lolka, Reksia, Koziołka Matołka, tych no .. z Krainy Deszczowcow, karramba. Uwielbiamy Rejs, Misia, cz Panny do wzięcia. Ten ostatni to chyba mój numer jeden. Bardzo przyjemny film ;). Więc wystarczy aluzja, zdanie, melodia i już wiemy, gdzie, co i jak. Za granicą i z zagranicznym;) partnerem tego nie ma. No cóż, zawsze pozostają do cytowania Taksówkarze, Zagubione autostrady i inne...

20 listopada 2006

niecierpliwość

Czy dogonisz psa , la, la, la, la.... Jakaś taka piosenka dla dzieci była. Musiałam słuchać bo mi siedzi w głowie. Teraz słuchając pięknych ballad dziewczyn z CocoRosie zastanawiam się, czy można dogonić czas ... Ech, głuptasie, no pewnie, że nie. A czy można nadrobić czas ? Może .. trochę...
Czasem sie boję, że tak szybko ucieka, wpadam w panikę i chcę zrobić wszystko na raz. Teraz i już , jak najszybciej, jak najwięcej. Ale to nie jest metoda. Sztuką jest być szczęśliwym z tym, co sie ma. Ale też nie bać się marzyć. Bo wtedy marzenia się spełniają...
Przeczytałam właśnie piękną książkę Olgi Tokarczuk Prawiek i inne czasy. Opowieść o świecie, ludziach, Bogu i przemijaniu. O prostocie i jednocześnie wielkości zycia. Nie tylko ludzkiego. Bo wszystko dookoła również żyje. Nawet materia, która wydaje się martwa. oj, nie jesteśmy sami na świecie ...

18 listopada 2006

Le pass

od dziś jestem szczęśliwą posiadaczką tzw. le pass, ktory pozwala mi na darmowy wstęp do mniej więcej połowy kin w Paryżu. Tzn. nie taki znów bezpłatny, bo oczywiście płaci się abonament, ale jego cena czyli 20 euro za m-c to równowartość 2 biletów ( kosztuja od 6 do 10 e. za film). A wiec teraz zamieniam się w gorliwą kinomankę. Będę ogladać nawet francuskie filmy;). Acha, "płaci się" tzn. mój Skarb płaci. Dziękuję kochanie.
Tymczasem wczoraj obejrzelismy Scoop Woody Allena, prześmieszną komedię z neurotycznym Allenem w jednej z glównych rol.
Dziś w Paryżu piękne słońce, pół miasta przeszliśmy pieszo i natknęliśmy się na piękny park. Chyba załozę konto na flickerze, bo za dużo zdjęć się robi na tym blogu ;)



Przy wejściu jakieś stworki

Potem mała winnica

Jeszcze kwitną bratki

Kaczki pływają, czy też brodzą

czerwone drzewo

W tych łodziach odbywają się koncerty

Kawałek lasu w środku betonowej dżungli

Miało mnie nie być na blogu ale co tam... i tak już jestem na innych ;)

w powietrzu

Z uporem maniaka, zawsze robię zdjęcia z samolotu. Fascynuje mnie to, co widzę z wysoka. Najpierw wznoszenie, jeszcze widać domy, ulice, potem wyżej i wyżej , aż ponad chmury, na wys. 12 km.
Podroży do Polski towarzyszyła piękna pogoda i zachód słońca.
Zawsze też muszę ukoić nieco mój lęk przed lataniem. Nabyty zresztą całkiem niedawno. Mała buteleczka wina, taka jakie sprzedają lub dają w samolotach, wystarczy by się wyluzować i poczuć dobrze ;)

To jeszcze Paryż i Sekwana

siedząc na ogonie dobrze widać "ślady po silnikach"

A w powietrzu ruch

Dom

Trochę się pogubiłam. Chodzi za mna kawałek , Tiltu chyba: "gdzie jest mój dom, kto mi zabrał dom?", tyle tylko, że mi nikt nie zabrał, ale dał kolejny. I tak chyba jest. Mam po prostu trzy domy. Pierwszy w Głownie, u rodziców, choć tam już nie ma żadnych moich rzeczy, jest inny niż w czasach dzieciństwa, i nie mogłabym tam już mieszkać. Choć teraz, podczas tych kilku dni w Polsce jeździłam do Głowna codziennie, żeby dać Im jak najwięcej siebie. Drugi, ten w Łodzi, na Konstytucyjnej. Teraz to raczej mieszkanie. Jednak nadal jest to moje i tylko moje mieszkanie i ta własność daje poczucie bezpieczeństwa, świadomość, że w kazdej chwili mam tam swoją przestrzeń. I trzeci, ten obecny, w Paryżu. Wiele razy, będąc ostatnio w Łodzi, łapałam się na myśli, że chce już wracać do domu. I to jest chyba teraz mój dom główny. Hmm.. brzmi jak dworzec kolejowy glówny;). No cóż, z moją częstotliwością przeprowadzek to nawet pasuje. Jednak wolałabym tego trzeciego domu nie zmieniać. Mieszkanie, tak , na większe, ale nie dom. Bo czym jest dom? Przede wszystkim chyba miejscem, w którym są ludzie, ktorych kochamy i ktorzy nas kochaja... Czego sobie i wszystkim życzę, tym co mają i tym co czekają ...

Łódź

Polska przywitała mnie chłodem i deszczem, pożegnała ciepłem i słońcem. Zrobiło sie pięknie, zupełnie nielistopadowo i mam nadzieję, że tak jest nadal. Jesienne pluchy listopadowe, szybko zapadajacy wieczór, wiatr, to nie jest najlepszy czas na poznawanie tego miasta. Ja na szczęście starą dobrą Łódz znam i nie dałam się zwieść pozorom;). Jak zwykle czasu na wszystko bylo za mało. Choc los w postaci linii lotniczych Sky Europe podarował mi jeden dzień ekstra. W przeddzień planowanego wyjazdu wyciagnełam bowiem ze skrzynki list, w ktorym mnie uprzejmie zawiadamiano, ze mój lot został odwołany. Super! na szczęście sky europe lata do Paryża chyba codziennie i udalo się bilet przebukować na dzień następny. I bardzo dobrze, bo dzieki temu moglam spokojnie iść do kina i obejrzec mecz Polska- Belgia! Polska gola! jak mawia mój Seb. No i byl;)
W kinie obejrzalam Statystów - film calkiem dobry i śmieszny - powinien skoro to komedia;), ale momentami zaskakiwał sztywnością dialogów i schematycznymi rozwiazaniami. Spokojnie można sobie go obejrzec na wideo-komput. w domu. A następnego dnia wybrałysmy sie z Silviją na Volver pana Pedro i to juz byla uczta. Jak on to robi, ze tak pieknie opowiada o kobietach ... A Penelope Cruz jest tam wspaniala!
Tymczasem sporo się dwieje na scenie muzycznej. Po nieodżałowanym Forum Fabricum pałeczkę pierwszego miejsca koncertowego przejeła już od jakiegoś czasu Jazzga. Chodzi mi oczywiście o muzyke z pogranicza jazzu, elektro i pokrewnych gatunków. Bo przecież klubów z techno, dance itp jest w Lodzi co niemiara. W listopadzie wysyp dobrych koncertów. Szkoda , że przyjechałam za poźno z lotniska - ach to połączenie- bo grał Contemporary Noise Quintet- grupa złożona min. z muzyków Something Like Elvis. I występ tych panów był podobno świetny. Ale już w niedzielę, w tym samym miejscu można było zobaczyć i posłuchać jazzo-klezmerskiego Meritum, co wraz z Dominikiem wykorzystaliśmy. I to byl rownież bardzo dobry kawalek muzyki a lider, klarnecista to niezly zgrywus. Mam przed sobą listopadowego aktivista i w tym malym klubie w smutnej bramie co kilka dni dzieje sie coś ciekawego. Ale oczywiście nie tylko tam. Szkoda, ze miałam tak malo czasu...
A mimo to, czyli braku czasu, i tak załatwiłam mnóstwo spraw, wszystko co planowałam i spotkałam sie z kim tylko mogłam i kto tego chciał. Żaluję, że czasem tylko na krótko, ale odrobimy już za m-c, kiedy zjadą się wszyscy na Święta. Chyba trzeba będzie jakąś bibkę zrobić?;)

09 listopada 2006

czas

czasem jest go za duzo - choc zdarza sie sporadycznie;), a czasem za malo. Tym razem ucieka i ucieka. Wraz z powrotem komputera i jego wlasciciela powrocilam i ja do aktywniejszego trybu zycia. Wyjscia, przyjscia, spotkania, dania, prania ;)... A juz jutro duzo skok przez Niemcy i Czechy do Polski;)
Ale teraz trzeba cos wymyslec na obiad czyli posilek wieczorny. Przychodza Marie i Teddy. Sklaniam sie ku caponacie - baklazanom w sosie pomidorowym, z oliwkami i kaparami. Juz wyprobowalam, mniam!
Do zobaczenia w Lodzi ;)

05 listopada 2006

dimanche

czyli niedziela. Poranna mgla zamienila sie w piekne slonce. Pompidou w poludnie jeszcze nie zatloczone, ale niestety nie wszystkie wystawy sa dzis bezplatne. W Paryzu, w pierwsza niedziele m-ca publiczne muzea i galerie sa gratis. A w Pomp. akurat te, ktore najbardziej chcialam obejrzec nie sa. To nic, i tak zobacze. Dzis, po kilkugodzinnym zwiedzaniu duzej ekspozycji pt The movement of images, i tak nie mialabym sily. Najbardziej chyba podobal mi sie pokaz slajdow Nan Goldin. Zdjecia intymne, bardzo intymne z zycia jej przyjaciol. I filmy eksperymentalne z poczatku wieku i lat pozniejszych. Cudowna jest tez panorama Prayza z ostatnich pieter Beaubourg, jak to muzeum rowniez nazywaja Francuzi.
W miedzyczasie kawa z Ania ze szkoly, a w drodze do domu udalo sie jeszcze kupic ciepla bagietke. Uwielbiam zapachy z tutejszych piekarni. A tych jest mnostwo. To jeden ze znakow rozpoznawczych Francji. Piekarnie i ludzie z bagietkami w reku. Mniam;)

02 listopada 2006

film francuski

to oczywiscie temat na kilka ksiazek. Jednakowoz;) chcialam tylko wspomniec o tym, jak we Francji kultywuje sie rodzima tworczosc. Sa srodki na produkcje, na reklame.
Podobno produkuje sie ok. 200 filmow rocznie. I tak, co tydzien, sa conajmniej 2-3 premiery francuskie. Miasto jest jest pelne plakatow reklamujacych te filmy. Tak, ze nie sposb nie zauwazyc, co tez wlasnie nowego sie pojawilo. Codziennie w tv - odkad jestem sama, pilnie ogladam;)- sa programy poswiecone nowym filmom, spotkania z rezyserami, aktorami. w sobotnie wieczory w tv publicznej nie ma filmow, zeby nie robic konkurencji kinom. Tak mi przynajmniej wytlumaczyl to zjawisko moj Skarb. I faktycznie, przed kinami w sobote ustawiaja sie dluuugie kolejki. Zapewne nie tylko na francuskie filmy ale.. Szkoda, ze jeszcze nie znam dobrze francuskiego, bo zdaje sie, ze te filmy w wiekszosci sa calkiem dobre. Ale jeszcze chwileczke, jeszcze momencik..;)
A poza tym, to juz nie chce byc sama w domu !!!

01 listopada 2006

Toussaint

czyli Dzien Wszystkich Swietych ( tous saint). Nie jest tak uroczyscie obchodzony jak w Polsce. Rodziny nie maja zwyczaju zbierac sie wspolnie przy grobach bliskich, zapalac zniczy. Choc i tu, chryzantemy sa kwiatami, ktorymi przystraja sie groby. Ale nie tak obficie jak u nas. Corrine - nauczycielka, mowila, ze ludzie nie celebruja tego dnia i, mimo ze bylam tylko na zabytkowym Pere Lachaise, tak chyba jest. Na cmentarzu glownie turysci. I Polacy. Jeszcze nie slyszalam tylu polskich rozmow w jednym miejscu. W zwiazku z tym najbardziej obleganym miejscem stal sie grob Chopina, przy ktorym trudno bylo sie przecisnac prze tlum rodakow. Odwiedzilam takze spoczywajacych tu od wiekow kochankow, Heloize i Abelarda, Edith Piaf, Oscara Wilda, Prousta, i spacerowalam podziwiajac roznorodna architekture sakralna, cmentarna?
Mialam zamiar pojechac jeszcze na stary cmentarz na Montmartre, ale chlod mnie wygonil do domu. Dzis swiecilo piekne slonce, ale niestety zimno.
Wracajac zapragnelam miec w domu roslinke i kupilam kwitnacego cyklamena. Wiosna zasadze rosliny na balkonie. Francuzi maja pieknie ozdobione balkony. Glownie calorocznymi, zielonymi roslinami. Ale coz, klimat tu jest lagodny, nie ma mrozow, wiec latwiej.
I nie wiem czy to dzien taki, czy nastroj, czy po prostu muzyka, ale dzis slucham w kolko Closer, Joy Division.

W Paryżu także jest jesień


Czasem cmentarz przypomina leśny gąszcz


Są groby Żydów,

Chińczyków,???


Za tabliczkami sa urny,

Zakochani na cmentarzu,
Znajoma sylwetka . Widok ze wgorza na cmentarzu.
<